Zdecydowanie jestem mieszczuchem. Lubię tramwaje, wachlarz kawiarni do wyboru i sklepy otwarte całą dobę. Weekendowe zaczerpnięcie zieleni wystarcza mi na długi czas, naturę w mieście zresztą też umiem znaleźć. Natomiast mnie znajduje tutaj dżungla, razem z dzikimi zachowaniami ludzi wokół mnie. Poniżej kilka rzeczy, które mnie zwyczajnie wkurzają.
 
1. Rozmowa przez telefon w środkach komunikacji miejskiej. Pardon. Rozmowa mnie nie denerwuje, denerwuje mnie darcie się do słuchawki na cały regulator, jakby naprawdę interesowało mnie, czy pani jedzie na woskowanie bikini, czy też ktoś musi opowiedzieć koledze „kurwa, jaka wyjebana akcja go spotkała”. Psychologowie uważają, że ludzie w komunikacji nie lubią, gdy ktoś rozmawia przez telefon, ponieważ frustruje ich, że nie mogą usłyszeć, co mówi osoba po drugiej stronie aparatu. Obalam. Ludzi frustruje wykrzykiwanie na cały głos czyjejś głupoty, która nikogo nie obchodzi.
 
2. Zajmowanie w komunikacji miejsc siedzących od wewnętrznej strony, nie od okien. Czy naprawdę tak trudno zająć wolne miejsce pod oknem? Bo co, bo pasażer siedzący od wewnątrz nas obezwładni i każe jechać do końca trasy? Dlaczego zawsze trzeba błagać babcię najpierw o przejście, potem wysłuchać kilku westchnień, czekać aż się wygramoli z dziesiątkami toreb, wyląduje na nas podczas hamowania, a potem łaskawie wpuści? Nie łatwiej siąść od okna?
 
3. Męskie nagie torsy latem. Dobra, jasne, można miło spędzić czas na spacerze, obserwując nad wodą męskie wyrzeźbione brzuchy. Ale obserwowanie chodzących po ulicach  facetów z wielkimi piwnymi owłosionymi bębochami, stanie przed nimi w kolejce do kasy, ocieranie się o nie w tłocznym autobusie i te kropelki potu spływające po karku to przeciętnie interesująca rozrywka. Litości.
 
4. Ludzie pchający się do środka autobusu/tramwaju, zanim wysiadający będą mogli skorzystać ze swojego prawa do opuszczenia tychże. Przecież wiadomym jest, że autobusy uciekają z piskiem opon przed pasażerami, więc trzeba wsiąść, zanim ktokolwiek inny zdąży zrobić cokolwiek. Następnie należy zablokować wejście, by stanąć na środku i porozglądać się i zdecydować, gdzie siąść. Przecież miejsce miejscu nierówne. Można też wybrać sobie kogoś młodego i zacząć nad jego głową monolog o tym, jaka ta młodzież niewychowana, nie ustąpi miejsca, choć pięć kroków dalej jest kilka wolnych miejsc. No ale przecież wszystkie tyłem do kierunku jazdy, więc nie można na nich usiąść.
 
5. Osoby, które słuchają w autobusach muzyki tak głośno, że słyszą ją pasażerowie, kierowca i prawdopodobnie wszyscy mieszkający w danym mieście. Dodatkowo osoba ta lubi energicznie podrygiwać lub rozwalić nogi na trzy miejsca obok siebie. I najgorsze jest to, że upomnienie nic nie da. „Bo co mi zrobisz?”. Albo udaje, że nie słyszy (co jest wielce prawdopodobne).
 
6. Starsze panie w sklepie mięsnym, które najpierw stoją pół godziny w kolejce, a kiedy przyjdzie ich czas na zakupy, zamiast być gotowymi, zapytają o każdy możliwy gatunek mięsa, zapytają o każdą cenę możliwej ich wagi, pozastanawiają się, czy na pewno wystarczająco świeża, albo nie za sucha, zapytają o 14 sposobów jej pokrojenia, a na koniec nic nie kupią, lub wezmą „jednak trzy plasterki tej szynki, co zwykle”.
 
Mogę wymieniać dalej, ale po co się denerwować:) Czy Was coś drażni w Waszych miastach? Coś wyjątkowo dokucza?